80 LAT
- HISTORIA SZKOŁY
- ALBUM WSPOMNIEŃ ABSOLWENTÓW
- DŁUG WDZIĘCZNOŚCI - wspomnienie o p. Alojzie Fiedor
- GALERIA - NAJSTARSZE ZDJĘCIA
- GALERIA - LATA 60 i 70
- GALERIA - 70-80
- GALERIA - LATA 80 i 90
- GALERIA - LATA 90 cd.
- GALERIA - LATA 2000-2010
- GALERIA - LATA 2000-2010 cd.
- GALERIA - od 2011 r.
- ZDJĘCIA I WSPOMNIENIA ABSOLWENTÓW cz. 1
- ZDJĘCIA I WSPOMNIENIA ABSOLWENTÓW cz. 2
- PRACOWNICY SP3 w latach 1946-2026
- WSPOMNIENIA PANI TERESY NOWAK
- WSPOMNIENIA PANI ALOJZY FIEDOR z lat 1945-1972
- PANI ALOJZA FIEDOR WE WSPOMNIENIU CÓRKI
- Z ZAWODU - NAUCZYCIELKA, Z POWOŁANIA - SPOŁECZNIK, czyli wspomnienie o A. Fiedor
PANI ALOJZA FIEDOR WE WSPOMNIENIU CÓRKI
27 listopada 2006 roku minęła 10 rocznica śmierci Pani Alojzy Fiedor, organizatorki i kierowniczki Szkoły Podstawowej nr 3, wspaniałego pedagoga i inicjatorki życia społeczności Nowego Drezdenka, Klesna, Radowa, Lubiewa i Zagórza w latach 1945 - 1972. Po przejściu na emeryturę Pani Fiedor utrzymywała stały kontakt ze szkołą. Uczestniczyła w uroczystościach szkolnych i spotkaniach. Zawsze uśmiechnięta, życzliwa, zawsze z książką – podarunkiem dla dzieci, zawsze zatroskana o kondycję Szkoły. Pozostawiła po sobie wdzięczność za dar nauki w sercach uczniów i pomnik – budynek szkolny oddany do użytku w 1965 roku. W 10 rocznicę śmierci Pani Fiedor nad Jej grobem spotkali się przedstawiciele klas Szkoły Podstawowej nr 3 i Gimnazjum nr 2, pani dyrektor Beata Machelska, wicedyrektor Dorota Milas, emerytowani dyrektorzy: Stanisław Musiał i Teresa Nowak, nauczycielki: Jadwiga Piątek, Teresa Szydełko, Ewa Schubert, Wioletta Mazur oraz córka – Maria Surmanowicz. W imieniu uczniów „Trójki " harcerze złożyli wiązankę biało-czerwonych kwiatów i zapalili znicze. Wspomnienia tych, którzy Ją znali, stały się żywą lekcją historii Małej Ojczyzny. A oto portret Pani Alojzy Fiedor malowany słowami Jej córki, Marii Surmanowicz:
Pani Alojza Fiedor, a moja Mama, nad grobem której dzisiaj się pochylamy, urodziła się i wychowała w Białej Niżnej – malowniczej podkarpackiej wiosce nad rzeką Białką. Niedaleko, bo w Grybowie, ukończyła prywatne Seminarium Nauczycielskie. Zaraz potem wybuchła jednak okrutna wojna, która odmieniła życie wielu ludzi.
Gdy dogasała pożoga wojenna, Mama razem ze swoim mężem przyjechała tutaj, na Ziemie Zachodnie. Był początek roku 1945. W oddali słychać było jeszcze wystrzały armat, a „Siłaczka”, bo tak wówczas nazywano moją Mamę, rozpoczęła swoją wytrwałą pracę, która miała zakończyć się dopiero po wielu, wielu latach.
Mama przyjechała na Ziemie Odzyskane, by – jak to się wówczas mówiło – nieść kaganek oświaty. Zaczęła więc organizować szkołę od podstaw, gdyż nie było wówczas dosłownie niczego: ani odpowiedniego budynku na szkołę, ani ławek, ani nawet podręczników. Pamiętam, jak Mama mówiła, jak to często mdlała jej ręka, gdy wszystko musiała pisać dzieciom na tablicy, bo przecież nie miały one żadnych książek. Ale za to bardzo chciały się uczyć! Chciały jak najwięcej dowiedzieć się, jak najwięcej zrozumieć! I to było najważniejsze dla mojej Mamy. To właśnie było tą siłą, która dodawała jej energii do robienia rzeczy, zdawać by się mogło, niemożliwych.
Mama przecież, oprócz kierowania szkołą podstawową, prowadziła również szkołę wieczorową dla dorosłych, a później i szkołę rolniczą. Była gościem w domu. Zawsze najważniejsze dla Niej była Szkoła. Mama była też wielkim społecznikiem. Podejmowała wiele inicjatyw na rzecz gminy, a także, jak pamiętam, żadna uroczystość czy to była na przykład jakaś rocznica, czy dożynki, czy Dzień Lasu, nigdy nie mogły się odbyć bez Pani Kierowniczki.
Moja Mama bardzo kochała dzieci. Nieraz wyciągała spod pachy rózgę, którą miał któryś z nauczycieli, by skarcić niesfornych uczniów. Zawsze starała się perswazją przekonać do rzeczy słusznych. Była nauczycielem z powołania! Nauczycielem przez duże „N”! Cieszyła się ogromnym autorytetem i miłością swoich uczniów, a oni czuli serdeczną troskę i opieką swojej Pani Kierowniczki.
Mama była jednak też bardzo wymagającym pedagogiem, chciała bowiem jak najwięcej wiedzy przekazać swoim uczniom, gdyż wiedziała, że gdy będą dużo umieli, będzie im łatwiej podejmować w życiu właściwe decyzje. Rozdawała więc swoim pierwszaczkom ołówki, które „piszą na same piątki:, a siedmioklasistów osobiście odprowadzała na egzaminy wstępne do szkół średnich, aby dodać im otuchy, by czuli się pewniejsi i spokojniejsi.
A oni wszyscy byli Jej wdzięczni za starania i troskę, i gdy w czerwcu obchodziła swoje imieniny, dosłownie obsypywali Ją kwiatami. Pamiętam, że żadna ilość wazonów w domu nie mieściła przyniesionych kwiatów i trzeba je było jeszcze wkładać do dużych misek i ogromnej balii.
Także po wielu latach od ukończenia szkoły uczniowie pamiętali o swojej Pani Kierowniczce i jeszcze bardzo długo przychodziły do domu, z różnych stron Polski, kartki z życzeniami.
A Ona bardzo cieszyła się z sukcesów swoich uczniów, gdy to kończyli wyższe uczelnie, zajmowali ważne stanowiska albo po prostu zakładali szczęśliwe rodziny.
Przyszedł jednak moment, gdy śmierć zamknęła doczesne życie Pani Kierowniczki. Stało się to dokładnie 10 lat temu. Nie zmieniło to jednak stałej Jej obecności wśród nas. Pozostanie przecież zawsze to, co zrobiła dla swoich uczniów i dla całego drezdeneckiego środowiska. Po dziś dzień stoi Szkoła, którą z takim trudem budowała, a która jest Jej największym darem dla dzieci z Drezdenka i okolic.
Mama trwała zawsze na posterunku pracy, nie szczędząc swoich sił i zdrowia, dlatego do dzisiaj pozostała pamięć o Niej w sercach ludzi, których kochała i którym starała się zawsze pomagać. W serdecznym wspomnieniu pamiętajmy też i o tym, że potrafiła otoczyć troskliwą opieką i miłością swoją rodzinę. Była wspaniałą żoną, mamą i babcią. Bardzo mi Jej brakuje każdego dnia, a Ewa, Jej wnuczka, zawsze ma przy sobie fotografię Babci. Gdy zaś ma podjąć jakąś ważną decyzję, stawia sobie pytanie: „A jakby to zrobiła babcia?” Była więc Mama autorytetem nie tylko w szkole, ale i w domu. Dzięki swojej ogromnej pracy, uczciwości, miłości do ludzi stała się człowiekiem dużego sukcesu. A miarą tego sukcesu jest wdzięczna pamięć potomnych, której tyle dowodów zbiera po swojej śmierci.
Obyśmy potrafili Cię naśladować, moja kochana Mamusiu!
Drezdenko, 27 listopada 2006 r.