80 LAT
- HISTORIA SZKOŁY
- ALBUM WSPOMNIEŃ ABSOLWENTÓW
- DŁUG WDZIĘCZNOŚCI - wspomnienie o p. Alojzie Fiedor
- GALERIA - NAJSTARSZE ZDJĘCIA
- GALERIA - LATA 60 i 70
- GALERIA - 70-80
- GALERIA - LATA 80 i 90
- GALERIA - LATA 90 cd.
- GALERIA - LATA 2000-2010
- GALERIA - LATA 2000-2010 cd.
- GALERIA - od 2011 r.
- ZDJĘCIA I WSPOMNIENIA ABSOLWENTÓW cz. 1
- ZDJĘCIA I WSPOMNIENIA ABSOLWENTÓW cz. 2
- PRACOWNICY SP3 w latach 1946-2026
- WSPOMNIENIA PANI TERESY NOWAK
- WSPOMNIENIA PANI ALOJZY FIEDOR z lat 1945-1972
- PANI ALOJZA FIEDOR WE WSPOMNIENIU CÓRKI
- Z ZAWODU - NAUCZYCIELKA, Z POWOŁANIA - SPOŁECZNIK, czyli wspomnienie o A. Fiedor
WSPOMNIENIA PANI ALOJZY FIEDOR z lat 1945-1972
Wspomnienia pierwszej i długoletniej kierowniczki „Trójki” – pani Alojzy Fiedor
Alojza Fiedor, z domu Radzikówna, urodziła się 23 grudnia 1916 roku w Białej Niżnej niedaleko Nowego Sącza. Po ukończeniu Seminarium Nauczycielskiego w Gorlicach pracowała do 1940 roku w Trzebini. W czasie wojny pomagała matce prowadzić gospodarstwo. W lutym 1945 roku zarejestrowała się w Kuratorium Okręgu Szkolnego w Krakowie i została skierowana do pracy w Katowicach, potem w Brzezince. Na Ziemie Zachodnie przybyła w listopadzie 1945 roku i rozpoczęła organizowanie szkoły w Nowym Drezdenku. Placówkę oficjalnie otwarto 1 marca 1945 roku z panią Alojzą na stanowisku kierowniczki, potem dyrektora. Funkcję tę pełniła do 1972 roku, kiedy to przeszła na emeryturę. Wkrótce zamieszkała w Poznaniu. Nie zerwała jednak kontaktów ze swoją ukochaną szkołą, już po wyprowadzce z Drezdenka chętnie przyjeżdżała, by móc oglądać, jak rozwija się dzieło jej życia – SP3. Po raz ostatni pani Fiedor odwiedziła „Trójkę” w maju 1996 roku, była gościem honorowym podczas obchodów 50-lecia szkoły. Kilka miesięcy później pożegnaliśmy ją na zawsze, spoczęła obok męża na cmentarzu w Drezdenku.
Pani Fiedor zapisała się we wdzięcznej pamięci współpracowników oraz wielu roczników wychowanków „Trójki” jako osoba bardzo życzliwa, serdeczna i ciepła. Podkreślają jej pracowitość, działalność społecznikowską, zaangażowanie i oddanie pracy w szkole, o której tak pisała:
„Szkoło
W czterdziestym piątym roku
byłaś maleńka izdebką, w której
uczyło się kilkoro dzieci.
Szczęśliwi rodzice uśmiechali się
do ciebie, bo niosłaś ich dzieciom
radość i wiedzę.
Trudne to były lata, lecz młodość
i siła w pierwszym nauczycielu
była i dzięki temu trwałaś.
Przyszły dalsze lata.
Rosłaś i piękniałaś
i dzisiaj witasz nas co dzień
złoconych szyb jasnością,
dobrocią nauczycieli
i uczniów śmiechem młodości.”
Jak wyglądały początki SP3 z perspektywy jej kierowniczki – pokazują te wspomnienia. Zapraszamy do lektury.
W lutym 1945 roku, po wyzwoleniu ziemi krakowskiej spod okupacji hitlerowskiej, zgłosiłam się do Kuratorium Okręgu Szkolnego w Krakowie do pracy. Tam otrzymałam skierowanie na ziemie już wyzwolone województwa śląskiego, do Katowic. Zostałam przydzielona do pracy do Szkoły Podstawowej nr 1 w Brzezince koło Mysłowic. Następnie, po ostatecznym rozgromieniu okupanta i odzyskaniu Ziem Zachodnich, przyjechałam do Nowego Drezdenka. Po zgłoszeniu się do Inspektoratu Oświaty w Strzelcach Krajeńskich polecono mi zorganizowanie szkoły, ponieważ ta poniemiecka została spalona w czasie działań wojennych. Otrzymałam więc z ówczesnego Zarządu Gminnego maleńki pokoik. Piętnaścioro dzieci czekało na naukę. I tak, w prywatnej izdebce, ze sprzętem pożyczonym od rodziców, bez podręczników, gdy od pisania na tablicy całych wykładów lekcji często mdlała mi ręka, rozpoczęłam pracę. Wszystkie jednak kłopoty były niczym w porównaniu z tym, że uśmiechnięte dzieci chciały się naprawdę uczyć, a zadowoleni rodzice nie szczędzili słów podziękowania.
W roku 1947 przybyło już więcej dzieci i mała izdebka nie mogła ich pomieścić. Wraz z rodzicami cichaczem przenieśliśmy ławki do pobliskiego największego domu, częściowo zniszczonego przez wysadzenie bunkra. Był to budynek Nadleśnictwa, ale stał pusty. Miałam wiele kłopotu i zmartwienia, bo na parę godzin zamknęli mi rodziców „w kozie” za nieprawne zajęcie budynku. Zrozpaczona udałam się 20 km na piechotę w tej sprawie do Inspektoratu Szkolnego w Strzelcach Krajeńskich – taka jest odległość z Nowego Drezdenka do Strzelec Kraj. Zaznaczam, że nie zawsze było czym dojechać, a poza tym czas naglił. Na interwencję inspektora szkolnego Stanisława Jaremczuka po paru godzinach rodziców zwolniono. Sprawa oparła się o Ministerstwo Oświaty i Ministerstwo Leśnictwa, wreszcie za symboliczną złotówkę Ministerstwo Leśnictwa oddało budynek do użytku dzieci. Ponieważ był on częściowo zniszczony, trzeba było interweniować u władz powiatowych, by go naprawiono i chociaż częściowo przystosowano do wymagań higieny szkoły.
Uczniów otoczono wielką troskliwością. Otrzymali piękne podręczniki, szkoła bogaciła się w coraz to nowe pomoce naukowe, zorganizowano dożywianie. Codziennie każde dziecko dostawało łyżkę tranu. W okresie wakacji uczniowie wyjeżdżali na kolonie, a dla pozostających na miejscu organizowano w szkole półkolonie z pełnym wyżywieniem.
Dzieci chętnie brały udział w przedstawieniach, przy szyciu strojów pomagali rodzice. Pamiętam, jak w 1946 roku przerobiłam bajkę pod tytułem „Królewna Śnieżka i krasnoludki” na scenariusz. Radość była ogromna: dzieci, rodziców i społeczeństwa. Nauczycielka Janina Wilczyńska zorganizowała teatrzyk kukiełkowy. Z przedstawieniem tym wyjeżdżali uczniowie do sąsiednich szkół.
W tym czasie bardzo prężnie działał Komitet Rodzicielski, w jego skład wchodzili m.in. Bolesław Kasierski, Jan Lehmann oraz Stanisław Mazurek. Rodzice, we współpracy z Komitetem i nauczycielami, organizowali zabawy i uroczystości szkolne. Dochód z przedstawień, zabaw oraz dobrowolne składki rodziców zasilały kasę Komitetu Rodzicielskiego. Z pozyskanych środków fundowano paczki dla dzieci, organizowano choinki noworoczne, bale kostiumowe, festyny z okazji Dnia Dziecka, a także wycieczki do kina, teatru oraz po Ziemi Lubuskiej. Poza tym co roku zapraszano nas na noworoczne spotkania do Studium Nauczycielskiego w Gorzowie Wielkopolskim. Studenci przygotowywali dla dzieci piękne inscenizacje bajkowe ze wspaniałymi dekoracjami.
Uczniom czas schodził nie tylko na nauce, przyjemnych zabawach czy wycieczkach. Dziatwa szkolna chętnie garnęła się do prac społecznych. Harcerki i harcerze pod opieką drużynowych kol. Barbary Ostałowskiej i kol. Mariana Szambelana zasadzili topole nad Notecią. Miejsce to zostało nazwane Parkiem Harcerza i jest miejscem spacerów i wypoczynku dla mieszkańców Nowego Drezdenka i Drezdenka. Młodzież szkolna pod opieką nauczyciela Ryszarda Maślińskiego wykonywała prace na rzecz swojego środowiska, miasta – cieszyły się one dużym uznaniem społeczeństwa. Porządkowała obejście fabryki "Papierni", która była Komitetem Opiekuńczym naszej szkoły. Pod kierunkiem nauczyciela Bronisława Bączyka młodzież zbudowała boisko szkolne, zrobiła wykop pod basen kąpielowy.
Brała czynny udział w dożynkach gromadzkich, przygotowując wiersze, inscenizacje, piosenki, uczestniczyła w akademiach związanych z uroczystościami państwowymi i szkolnymi. Pochody pierwszomajowe naszej szkoły były zawsze pogodne, wesołe, barwne, patriotyczne. W Dniach Oświaty, Książki i Prasy odbywały się konkursy recytatorskie, loterie książkowe, zgaduj-zgadule, dzieci przebierały się za bohaterów z książek swoich ulubionych autorów, organizowano także kiermasze książkowe, wystawy, spotkania z autorami popularnych książek. Szczególnie chętnie uczniowie spotykali się z pisarzami Ziemi Lubuskiej – Jasińskim, Pauksztą, Koniuszym. We wrześniu dzieci naszej szkoły brały udział w żakinadach – przebrane w stroje historyczne drużyny Bolesława Chrobrego wyglądały bojowo na tle barwnych szeregów szkół. Były też urządzane wycieczki turystyczne pod hasłem „Poznajemy piękną Ziemię Lubuską”. Podczas kilkudniowej wyprawy autokarem wypożyczonym z POM-u w Drezdenku młodzież poznała miejsca zabytkowe: Gościkowo, Sulęcin, Międzyrzecz, Strzelce Krajeńskie z obronnymi murami i wiele innych. Rosła u młodych ludzi miłość do kraju ojczystego i miejsca, w którym się urodziły i wychowują. Dumnie mówiły: „Jestem Lubuszaninem”. Nic dziwnego, Ziemia Lubuska gęsto porośnięta lasami i rozrzuconymi między nimi pięknymi jeziorami, staje się atrakcją turystyczną.
Z roku na rok przybywało uczniów, podnosił się stopień organizacyjny szkoły. Dzieci w starym budynku uczyły się w małych pokoikach na poddaszu i piwnicy. Rozpoczęłam znowu starania o nową siedzibę i tak, w związku z hasłem „Tysiąc szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego”, otrzymałam piękny nowy budynek, w którym prócz szkoły ośmioklasowej umieszczono Zasadniczą Szkołę Rolniczą. Otwarcie szkoły dnia 2 maja 1965 roku było bardzo uroczyste. Przybyli przedstawiciele wojewódzkich i powiatowych władz administracyjnych i oświatowych, młodzież zrzeszona w Związku Harcerstwa Polskiego, społeczność lokalna i szkolna. Była tu także cząstka ich pracy. Rodzice w czynie społecznym pomagali przy budowie. Dzieci przekazywały pieniądze uzyskane z przedstawień i z występów zespołu muzycznego działającego pod kierownictwem Jana Fiedora – dał on dwa koncerty w „Strzelnicy” w Drezdenku. Przy pocztach sztandarowych i dźwiękach orkiestry odbyły się przemówienia i wręczono mi symboliczny klucz do budynku. Tak rozpoczęła się dalsza wytężona praca w szkole. Dzieci uczą się w pięknych jasnych salach lekcyjnych, które teraz, jako pracownie z dobrym wyposażeniem w pomoce naukowe i dobrze przygotowaną kadrą nauczycielską, służą im, by jak najwięcej mogły skorzystać z wiedzy.
Szkoła jako ośrodek kulturalny w Gromadzie Nowe Drezdenko służyła pomocą środowisku. A wiele w tym czasie było do zrobienia. Nie zamknęłam się w murach tylko szkoły. Praca społeczna była tak potrzebna, jak praca w szkole. W roku 1947 zostałam radną gromadzką, w tych latach przystąpiłam do likwidacji analfabetyzmu w moim środowisku. Codziennie wieczorami przychodzili starsi ludzie, często z pewną krępacją, by tu uczyć się „czarodziejskich” literek, które otworzą im nowy świat. Często brałam ich spracowane ręce w swoje, by im pokazać, jak pisze się jakąś literę. Po roku moi uczniowie potrafili napisać list, przeczytać książkę. Kiedy otrzymali zaświadczenia, że ukończyli kurs i nie są analfabetami, wszyscy płakaliśmy z radości.
W tym samym roku, to jest 1947, pomogłam koleżance Henryce Mazorek zorganizować przedszkole, służąc zawsze radą i pomocą. Utworzyłam również szkołę wieczorową dla pracujących, którzy nie mieli ukończonej szkoły podstawowej. Nie było dla mnie wyznaczonych godzin pracy. Moja praca w szkole kończyła się często o godzinie 22:00. Wiedziałam, że trzeba tym ludziom pomóc, ja się nie liczyłam – byłam młoda, zdrowa.
W roku 1960/61 zorganizowałam Szkołę Przysposobienia Rolniczego. Była to szkoła wieczorowa, a nauka w niej trwała 2 lata. Uczeń po jej ukończeniu był wykwalifikowanym rolnikiem, który zostawał na roli swoich rodziców lub mógł kontynuować naukę w trzyletnim technikum rolniczym. Przedmioty zawodowe prowadziła inżynier rolnik H. Kaszuba, a przedmioty ogólnokształcące – nauczyciele miejscowej szkoły. Młodzież chętnie uczęszczała do tej placówki, rodzice pragnęli jednak, by ich dzieci uczyły się do południa, ponieważ powrót wieczorem był uciążliwy – uczniowie dojeżdżali do szkoły rowerami z pobliskich wsi. Kiedy w 1965 roku szkoła podstawowa otrzymała piękną nową siedzibę, przeniosła się tam też Szkoła Przysposobienia Rolniczego, przemianowana na Zasadniczą Szkołę Rolniczą działającą w trybie dziennym. Doszedł drugi nauczyciel przedmiotów zawodowych, kol. B. Nachowicz. Wielka była radość rodziców. Zaczęło przybywać coraz więcej uczniów, tak że musieliśmy utworzyć dwie równoległe klasy.
Młodzież tutejszej szkoły w ramach zajęć praktycznych bardzo dużo pomagała miejscowemu Kółku Rolniczemu Radowo. Poza tym dodatkowo co roku pracowała przy zbiorach ziemniaków i buraków w PGR Mierzęcin. Za otrzymane pieniądze wyjeżdżała na wycieczki. Zwiedziła stolicę – Warszawę, była w Operze w Poznaniu. Odwiedziła mieszalnię pasz Bakutil w Strzelcach Krajeńskich. Była w Gorzowie Wielkopolskim w Instytucie Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa – zwiedziła nowoczesną mleczarnię, weterynarię, stację unasiennienia. Miała zajęcia w POM-ie Drezdenko, które było Komitetem Opiekuńczym szkoły, oglądała także wzorowe gospodarstwa indywidualne.
Uczniowie uzyskujący bardzo dobre i dobre wyniki w nauce otrzymywali wysokie stypendia miesięczne. Swoją wiedzę rolniczą zdobytą w szkole starali się przekazać rodzicom, chociaż ci początkowo byli oporni – jak sami mówili – ale w końcu zrozumieli, że przyczynia się ona do lepszego gospodarowania. Młodzież brała udział w czynach społecznych. Rzuciła hasło: „Przed każdym domem ogródek kwiatowy”. Uczniowie prowadzili poletka doświadczalne, prenumerowali prasę rolniczą. Brali udział w dożynkach gromadzkich i powiatowych. Na Powiatowej Wystawie Rolniczej prezentowali dorodne plony zebrane ze swoich poletek, za które co roku otrzymywali nagrody. Korzystając z dotacji państwa, kółko turystyczne przy Szkoły Rolniczej organizowało obozy wędrowne, by młodzież mogła lepiej poznać piękno swojej ojczyzny.
W szkole pracy stale przybywało – przygotowania do nowej reformy szkolnej, unowocześnianie metod nauczania. Duża odpowiedzialność spoczywała na kierowniku szkoły: organizowanie i urządzenie pracowni do poszczególnych przedmiotów oraz wyposażenie w najnowocześniejsze pomoce naukowe i audiowizualne tak, by praca nauczyciela i uczniów była coraz lżejsza i dawała coraz lepsze wyniki. By móc lepiej kierować szkołą, w 1966 roku ukończyłam Roczny Kurs Kierowników Ośmioklasowych Szkół Podstawowych zorganizowany przez Kuratorium Okręgu Szkolnego w Zielonej Górze, który obejmował 200 godzin wykładów i ćwiczeń z zakresu pedagogiki, dydaktyki, zasad kierowania szkołą i zagadnień administracyjno-gospodarczych. Wcześniej, w 1961 roku, ukończyłam Studium Nauczycielskie w Poznaniu – historię. Równocześnie wpływałam na swoich nauczycieli, by podnosili swoje kwalifikacje i dokształcali się. Część mojej kadry podjęła studia. Należało im pomóc, odciążyć od prac pozalekcyjnych, plan pracy szkoły tak ułożyć, by mieli jeden dzień wolny w tygodniu. Często brałam zastępstwa, bo uczniowie nie mogli na tym ucierpieć. Starałam się zawsze w drugiej osobie widzieć człowieka. Nauczyciele doceniali mój wkład pracy w szkołę. Pomagali urządzać swoje pracownie przedmiotowe, wzbogacali je przez wykonywanie z uczniami nowych pomocy naukowych. Brali udział w konkursach urządzanych przez Kuratorium Szkolne na najlepiej urządzoną pracownię i zdobywali nagrody: kol. Stanisław Sobieraj za pracownię matematyczną, kol. Halina Skiba za biologiczną, kol. Bogdan Mucha za geograficzną, kol. Maria Tomala za historyczną, kol. Teresa Nowak za pracownię zajęć praktyczno-technicznych, kol. Anna Skalska za pracownię języka rosyjskiego, a kol. Barbara Ostałowska za najlepiej urządzoną salę klas 1-3.
Szkoła moja uważana była przez władze oświatowe za dobrą szkołę. Często urządzano w niej powiatowe konferencje przedmiotowe, konferencje Ogniska Związku Nauczycielstwa Polskiego. Uczniowie brali udział w olimpiadach przedmiotowych i rozgrywkach sportowych, przywożąc ze sobą dyplomy, wyróżnienia. Na terenie szkoły działały organizacje młodzieżowe, rozwijało się harcerstwo – kol. B. Ostałowska prowadziła drużyną harcerską dziewcząt, a kol. St. Sobieraj drużynę chłopców i zuchową. Dobrze wywiązywał się ze swojej pracy Samorząd Uczniowski prowadzony przez kol. M. Tomalę. Kol. M. Piasecka była opiekunem Szkolnego Koła PCK, w jego ramach organizowała szkolenia pierwszego i drugiego stopnia. Prężnie działało kółko sportowe z opiekunem kol. R. Maślińskim, zaś kółko matematyczne kol. Sobieraja skupiało najlepszych matematyków od klasy 5 do 8. Wzorowo prowadzona przez kol. Halinę Skibę biblioteka szkolna dostarczała każdej klasie odpowiednich lektur, jak również i książek beletrystycznych. W jej ramach działała również dosyć bogata w książki pedagogiczne biblioteka nauczycielska, z której korzystali nauczyciele.
Sprawnie funkcjonowała także świetlica szkolna. Przy pomocy finansowej Wydziału Oświaty zorganizowałam w niej dożywianie dla uczniów pochodzących z rodzin wielodzietnych, sierot i półsierot. Poza tym od listopada do marca wszyscy wychowankowie otrzymywali garnuszek gorącej kawy z mlekiem lub herbaty – niektórzy bowiem nie chcieli pić mleka. W ten sposób, ku zadowoleniu rodziców, każde dziecko zjadało śniadanie przeniesione z domu. Przy szkole zorganizowana była też opieka lekarska i dentystyczna w dobrze wyposażonym gabinecie. Lekarz ogólny przyjmował uczniów 3 razy w tygodniu, podobnie jak dentysta. Zaraz poprawiło się uzębienie uczniów, którzy nie musieli wyczekiwać w kolejce w Ośrodku Zdrowia, tylko na miejscu leczono im zęby.
Dobre było i moje Grono Nauczycielskie. Chociaż czasami pokłóciliśmy się – a zawsze powodem był uczeń i jego sprawy wychowawcze – to wszystkie sprawy załatwialiśmy na miejscu, w swojej szkole, i na drugi dzień wszystko już było dobrze. Jestem zadowolona ze swoich nauczycieli. Ceniłam zawsze w nich aspiracje. Równocześnie cieszę się ze swoich uczniów, którzy w mojej szkole stawiali pierwsze kroki do swojej kariery życiowej. Mam dobrych fachowców: robotników, rolników, nauczycieli, lekarzy, inżynierów, techników.
Organizując w trudnych warunkach Szkołę Podstawową w 1945 roku, a następnie Szkołę Rolniczą w 1960 roku, nigdy nie myślałam, że mój wysiłek tak się opłaci. Dzisiaj jestem dumna ze swoich szkół. Była to praca kierowana przeze mnie, ale praca związana ze wszystkimi moimi nauczycielami. Ja w 1972 roku odeszłam na emeryturę. Z wielkim żalem żegnałam moją Szkołę. Tu przecież zostawiłam swoją młodość, zapał i zdrowie; smutne, ale i czasami szczęśliwe chwile przeżyłam z dzieciakami, których zawsze potrafiłam zrozumieć. Pamiętam, jak jednego dnia na lekcji języka polskiego w klasie piątej uczeń Jękot, który dobrze się przygotował, koniecznie chciał być pytany. A ponieważ odpytywałam uczniów nie według kolejności alfabetycznej dziennika i uczeń ten wiedział, że jego nazwisko zostało pominięte, więc zdenerwowany uderzył pięścią w blat ławki i powiedział: „Co do diabła, po kolei!”. Uśmiałam się serdecznie, no i naturalnie wezwałam go do odpowiedzi. Uczeń ten rzeczywiście wspaniale odpowiadał, więc postawiłam mu piątkę w dzienniku i oboje byliśmy zadowoleni. Było więc w mojej długoletniej pracy wiele miłych i wesołych chwili, te najbardziej utkwiły mi w pamięci, ponieważ były najbardziej szczere.
Za swoją pracę zawodową i społeczną otrzymałam szereg dyplomów i nagród: Odznakę 25-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy, Honorową Odznakę za Zasługi w Rozwoju Miasta Drezdenka, Honorową Odznakę za Zasługi w Rozwoju Województwa Zielonogórskiego, Złotą Odznakę Związku Nauczycielstwa Polskiego, Złoty Krzyż Zasługi, (już po spisaniu wspomnień pani Fiedor została uhonorowana również Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski – red.).
Jestem bardzo szczęśliwa i jednocześnie dumna, że na pięknej Ziemi Lubuskiej pozostała trwała pamiątka mojej pracy – Szkoła.
Emerytowana dyr. Szkoły Podstawowej nr 3 i Zasadniczej Szkoły Rolniczej w Drezdenku Alojza Fiedor
Opracowanie: Justyna Kokot