80 LAT

        • WSPOMNIENIA PANI TERESY NOWAK

        • „Całe życie jest szkołą” Komeński

          „Wspomnienia nie wrócą minionego czasu” E. Żegota

           

          Moje wspomnienia z pracy w Szkole Podstawowej w Nowym Drezdenku i Drezdenku

          w latach 1954-2000

                  Nazywam się Teresa Nowak, z domu Ratajczak, lat 93. Do pracy w Nowym Drezdenku przyjechałam 15 sierpnia 1954 roku. Dwa lata pracowałam w Bobrówku. Na własną prośbę o zmianę szkoły trafiłam właśnie do Nowego Drezdenka, powiat Strzelce Krajeńskie, dziś strzelecko-drezdenecki. W tym powiecie i w Drezdenku mieszkam 72 lata.

                 Dzisiaj na pewno już nikt z Drezdenka nie pamięta, że na pierwszą szkołę w Nowym Drezdenku mówiono „na Vordamie”, mieściła się ona przy ul. Niepodległości nr 2 w zwykłym domu. Stał pusty. Z południa Polski w 1945 roku przyjechała pani Alojza Fiedor z mężem Janem i ogłosiła, że jest nauczycielką i może uczyć dzieci po polsku. Wraz z rodzicami dzieci zniosły sprzęt, stół, jakieś ławki i właśnie w tym budynku rozpoczęła się nauka. Rodzice, a wielu z nich było analfabetami, bardzo chętnie wysyłali swoje dzieci do szkoły. 

                  Mieszkańców przybywało, rosła także liczba uczniów i wkrótce jednoizbowa szkoła okazała się za mała. Rodzice znaleźli pusty dom, który należał do Nadleśnictwa i rozpoczęli bój o ten budynek. W końcu Nadleśnictwo oddało go na szkołę za symboliczną złotówkę. Dzisiaj to Dom Nauczyciela przy ulicy Krótkiej.

                  W 1954 roku w tym właśnie budynku rozpoczęłam pracę. Od północy znajdowały się w nim 2 sale lekcyjne, mały korytarz. Był też pokoik, w którym mieścił się pokój nauczycielski i kancelaria kierownika szkoły, pani Alojzy Fiedor.  Od południa były 2 duże sale lekcyjne, które mogły pomieścić około 55 uczniów. W jednej z nich uczyłam klasę trzecią – 51 osób. Dzieci były bardzo pracowite, uczyły się pilnie, w ciągu lekcji każde z nich potrafiło przeczytać 4 –5 linijek tekstu. Był to sprawdzian, czy wszystkie dzieci umieją czytać.

                 Do starej szkoły, także w 1954 roku, z nakazu pracy przybyła Maria Grzybówna i Stanisław Musiał (górale). Bardzo miło wspominam ten czas. Z kierownikiem szkoły, panią Alojzą Fiedor, pracowało się dobrze, była tolerancyjna, potrafiła wysłuchać, doradzić i w razie potrzeby, w ramach swoich możliwości, pomóc. Grono było miłe i zabawne. Mała heca: w szkole grasowały myszy. Pewnego razu mała myszka wdrapała się nauczycielowi Andrzejowi Polskiemu pod spodnie, aż do kolana. Na przerwie Andrzejek mówi: „Coś mnie drapie w kolano”, maca, a to myszka… było wiele śmiechu. Raz w tygodniu przychodził do szkoły ksiądz Stefan Zagrodzki i na przerwach grał z nami „w której ręce” lub „para czy nie para”.

                Pracowaliśmy z zapałem nie tylko ucząc, ale szkoła włączała się również w życie gminy, przygotowując różne inscenizacje, recytacje wierszy na rozmaite okazje, których w tamtych czasach było niemało. Społeczeństwo naszego środowiska gromadziło się licznie, aby oklaskiwać swoje dzieci. W starej szkole znalazła się również Janina Wilczyńska, która przybyła z matką i braćmi z Lubelszczyzny. Właśnie Janka z pomocą kolegów i rodziców wyreżyserowała jasełka. Z tym przedstawieniem wozami lub saniami jeździliśmy po pobliskich wsiach, aby wszyscy spragnieni teatru mogli oglądać choć jego namiastkę. Zawsze były gromkie oklaski. Ja też wyreżyserowałam z pomocą koleżanek i kolegów oraz rodziców przedstawienie pod tytułem „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Wystawiano je w sali przy torach. Ta sala ze sceną, dziś niefunkcjonująca, długo służyła mieszkańcom Nowego Drezdenka.

                  Dzieci przybywało, wygospodarowano sale lekcyjne na piętrze i w piwnicy, w której też uczyłam moją klasę. Budynek jednak stał się za mały, więc pani Alojza Fiedor z władzami gminy i powiatu zabiegała o budowę nowej szkoły. Otwarto ją w maju 1965 roku – nowoczesną, z długimi korytarzami, dużymi salami lekcyjnymi pełnymi światła, dosyć dobrze wyposażonymi. W nowej szkole powstał zespół taneczny, zostały uszyte piękne stroje w stylu krakowskim. Tych prac nie robiło się samemu – pomocą służyli koleżanki i koledzy. Wielką rolę odegrali również rodzice, szyjąc stroje, pomagając przy dekoracjach i inscenizacjach, które przygotowywałam ze swoją klasą (druga i trzecia). Moja klasa zawsze grała cała – nie pominęłam żadnego dziecka. Słabsze w nauce, którym trudno było się nauczyć roli, grały statystów. Dzieci bardzo się cieszyły, że mogą występować przed swoimi rodzicami i wszystkimi, którzy je oklaskiwali.

                   Pani Alojza Fiedor kierowała szkołą od 1945 roku do 1972 – najpierw jako kierownik, a później dyrektor. Więcej niż ćwierć wieku poświęciła Szkole Podstawowej w Nowym Drezdenku. Popularna „Trójka” zawsze była prężna i zdobywała nagrody w różnych dziedzinach, oczywiście pod kierownictwem nauczycieli. Ja pracowałam w klasach 1-3, dobrze wspominam swoich uczniów, pamiętam np. Kasię, która potrafiła pisać lewą i prawą rączką, wielu z moich wychowanków ukończyło szkołę z wysokimi ocenami i zajmowało później poważne stanowiska. Prowadziłam także lekcje zajęć praktycznych dla dziewcząt, bowiem wtedy był w szkole podstawowej taki przedmiot – osobno dla dziewcząt, osobno dla chłopców. Oprócz teorii nauczyłam moje podopieczne wielu rzeczy praktycznych: jak zaprawiać warzywa i owoce, jak piec ciasta. Moje uczennice zainteresowane kuchnią piekły i pieką lepsze torty od moich. Wdrożyłam je również do haftowania, szycia oraz wielu różnych przydatnych umiejętności, które każdej kobiecie w życiu prędzej czy później są potrzebne. W „Trójce” prowadziłam też kronikę szkolną – dosyć dokładnie.

                  Byłam chyba dobrą nauczycielką, ponieważ byli moi uczniowie z podstawówki pamiętają mnie, kłaniają mi się, pytają o zdrowie itp. Szkołę Podstawową nr 3 skończyli moi synowie: Andrzej, Marek i Artur. Uczęszczał do niej mój jedyny wnuk Maciej Nowak, mam też jedyną wnuczkę,  która ukończyła SP1. Miło wspominam pracę w tej szkole i wszystkich nauczycieli, z którymi pracowałam. Z trójką koleżanek spotykam się do dzisiaj na pogaduszki, kawkę. W szkole tej przepracowałam niemal pół wieku. Choć w czasie długiej pracy spotkały mnie również przykrości, jak w każdej pracy, nie pamiętam o nich. Zresztą winowajców nie ma już wśród nas, a jeszcze za ich życia im przebaczyłam i wspominam wszystko bez żalu. Myślę, że czasem ogarnia ludzi głupota i krzywdzą innych. Zwłaszcza w obecnych czasach krzywdzenie innych jest bardzo modne – zaczyna się od  hejtu wśród dzieci, a przenosi nawet na ludzi w poważnym wieku. Postęp techniczny sprawił, że dzięki telewizji, internetowi świat stał się nam bliższy, poznajemy go lepiej, ale widzimy też, ile zła krąży po świecie.

                 Wspomnę jeszcze o konferencjach sierpniowych, trwały 2 dni, na nich spotykali się nauczyciele z całego powiatu. W efekcie wszyscy nauczyciele się znali – jedni bliżej, inni tylko z widzenia. Do dzisiaj pamiętam wielu, którzy odeszli już na wieczny spoczynek. Według mnie obecnie młodzi nauczyciele nie mają takich kontaktów – znają się tylko z tymi, z którymi pracują.

                    80 lat mojej szkoły to piękny jubileusz. Placówka ta rozpoczęła swoją działalność po ciężkiej drugiej wojnie światowej. Odzyskano Ziemie Zachodnie, odbudowano zrujnowane miasta i całą infrastrukturę państwa polskiego. Przez te 80 lat wiele się działo w naszej ojczyźnie – dobrego i złego. My w Drezdenku żyliśmy raczej spokojnie, z dala od wielkich polskich miast, ucząc nasze dzieci patriotyzmu i miłości do ojczyzny. Wszystkim organizatorom obchodów jubileuszu życzę wszystkiego, co najlepsze – dla Was i dla Waszych bliskich, bo bez rodzinnego zaplecza trudniej pracować i żyć. Życzę Wam również mądrych, dobrych i pilnych uczniów, aby zdobywając wiedzę, umieli zastosować słowa Cycerona: „Nie wystarczy zdobywać mądrość, trzeba jeszcze z niej korzystać”.                  

                

               Jak ja się czuję w moim wieku, najlepiej obrazują słowa poetki:  

          „Kiedy ktoś zapyta, jak ja się dziś czuję,

          grzecznie odpowiadam, że „Dobrze, dziękuję”.

          To, że złamałam biodro, to jeszcze nie wszystko,

          prawe kolano dokucza i mówię z zadyszką.

          Puls taki sobie, krew moja w cholesterol bogata,

          lecz dobrze się czuję, jak na swoje lata.

          Bez laseczki teraz chodzić już nie mogę,

          choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.

          W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,

          ale przyjdzie ranek… Znów dobrze się czuję.

          Mam zawroty głowy, pamięć figle płata…

          Lecz dobrze się czuję, jak na swoje lata.

          Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi,

          że kiedy starość  i niemoc przychodzi,

          to lepiej się godzić ze strzykaniem kości

          i nie opowiadać o swojej starości (słabości).

          Zaciskając zęby z tym losem się pogódź

          i wszystkich wokoło chorobami nie nudź!

          Za czasów młodości – mówię bez przesady –

          łatwe były biegi, skłony i przysiady.

          W średnim wieku jeszcze tyle sił zostało,

          żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą.

          A teraz na starość czasy się zmieniły,

          spacerkiem do sklepu, z powrotem – bez siły.

          Dobra rada dla tych, którzy się starzeją:

          niech zacisną zęby i z życia się śmieją!

          Niech będą radośni i weseli,

          piękną Polską niech się zachwycają,

          rubryk zgonów niech nie czytają

          i pięknym światem się upajają.

          I wciąż powtarzają sobie,

          że czują się dobrze jak na lata swoje!”

          Pięknie to napisała i każdy w „złotym wieku” swej starości tak się naprawdę czuje.

           

                                                                  Teresa Nowak nauczycielka - emerytka