80 LAT

        • Album wspomnień absolwentów

        • Poniższe wspomnienia pochodzą z publikacji „50 lat Szkoły Podstawowej nr 3 w Drezdenku”, maj 1996 r.

                  

                Do Szkoły Podstawowej w Nowym Drezdenku chodziłam w latach 1957-1962. Pamiętam do dziś wielu uczących mnie pedagogów. Kierownikiem szkoły była pani Alojza Fiedor. Grono nauczycielskie składało się z niżej wymienionych osób. Przepraszam, że podam w większości tylko nazwiska, gdyż nie pamiętam imion wszystkich nauczycieli: państwo Szambelanowie, panie: Iwanidzi, Stefania Rafalont, Janina Wilczyńska oraz panowie: Bączyk, Ryszard Maśliński, Stanisław Musiał, Andrzej Polski, a także pani woźna Kucal. Z grona koleżanek i kolegów chodzących ze mną do jednej klasy niewielu pozostało w Drezdenku i najbliższych okolicach. Większość nie zamieszkuje już na tych terenach.

                  Czasy szkolne wspominam bardzo mile, gdyż były to lata pełne zabawy i beztroski. Szkoła nie była taka ładna, duża i jasna, jak obecnie. Liczyła siedem sal, w tym dwie mieściły się w piwnicy, jedna na strychu. Klasy ogrzewane były piecami, które niekiedy tak dymiły, że nie można było mieć zajęć w danej sali. Podłogi smarowano jakimś czarnym płynem. Było bardzo ciasno, niekiedy w jednej sali uczyły się dwie klasy, co bardzo rozpraszało uwagę, gdyż każda klasa miała inny przedmiot. Mimo tak trudnych warunków miło chodziło się do szkoły. Działały kółka zainteresowań, ognisko muzyczne, w którym dzieci uczyły się grać na mandolinach pod kierunkiem pana Fiedora, kółko kukiełkowe prowadzone przez panią Wilczyńską, kółko aktorskie i recytatorskie. Były organizowane koncerty i przedstawienia dla mieszkańców Nowego Drezdenka w sali, która znajdowała się przy przejeździe kolejowym. Najbardziej jednak utkwiły mi w pamięci wizyty kina objazdowego (całą aparaturę przywożono na rowerze!). W szkole panował wówczas odświętny nastrój.

                   Z perspektywy czasu naukę w Szkole wspominam trochę zabawnie, trochę z żalem, że nie mieliśmy wtedy takich warunków do nauki, jakie mają uczniowie dziś.

                                                                               Danuta Zimnicka, z domu Florek – absolwentka z roku 1962

          *

                    W roku 1964 mój tata, Krystian Machaj wraz z rodziną przeprowadził się do Drezdenka z Polanicy Zdroju. W tym też roku razem z bratem bliźniakiem rozpoczął naukę w klasie 7 Szkoły Podstawowej w Nowym Drezdenku. Tata czuł się bardzo nieswojo wśród nowych kolegów. Szczególnie dlatego, że przyjechał tu z innego rejonu Polski. I właśnie wtedy Pani Fiedor - kierowniczka szkoły, podeszła do braci, ciepło objęła obu i poprowadziła do dzieci. Ten gest pomógł bardzo w przełamaniu strachu,  zakłopotania i nawiązaniu kontaktu z innymi uczniami.

          Tata mój był uczniem dobrym, najbardziej lubił przedmioty humanistyczne i kulturę fizyczną. W owym czasie uczęszczał na zajęcia SKS, choć nie było sali gimnastycznej i wszyscy ćwiczyli na szkolnym dziedzińcu. Obok kończono budowę pięknej, nowej szkoły wraz z salą gimnastyczną i z niecierpliwością oczekiwano na jej otwarcie. W maju  1965 roku przeniesiono się do nowego budynku. Dzieci były zachwycone jasnymi, dużymi klasami oraz długimi korytarzami. Tata opowiada, że przeżył wiele przygód w szkole, ale najbardziej zapamiętał jedną. Kiedyś nie był przygotowany z jakiegoś przedmiotu. Do odpowiedzi poszedł więc brat bliźniak. Nikt tego nie zauważył.  Ile było śmiechu, kiedy potem opowiadali  wszystkim o tym zdarzeniu! Dziś, po latach, tata wspomina wszystkich pedagogów z wielkim sentymentem, jednak jako ulubiona nauczycielka pozostała mu w pamięci, wspomniana już tak ciepło, Pani Fiedor.

                             Wspomnienia Krystiana Machaja - absolwenta z roku 1965, zanotowała jego córka Magda - absolwentka z roku 1996

          *

                    Do Szkoły Podstawowej w Nowym Drezdenku zacząłem uczęszczać od września 1964 roku jako uczeń klasy piątej. Pomieszczenie szkolne znajdowały się w starym budynku - obecnie są to mieszkania nauczycieli. Ja rozpocząłem naukę w klasach, które mieściły się w tak zwanych barakach, obecnie są to garaże. Funkcję dyrektora szkoła przez cały okres mojej nauki pełniła pani Alojza Fiedor, mieszkająca przy ulicy Długiej. Wychowawcami byli: pani Marianna Piasecka (3 lata), a w ostatniej, ósmej klasie – pan Stanisław Sobieraj. Byłem świadkiem budowy nowej szkoły, do której po uroczystym otwarciu zaczęliśmy się wprowadzać. Był to rok 1966, a więc tysiąclecie państwa polskiego i pamiętam hasło „Tysiąc Szkół na Tysiąclecie”. Nasza - to jedna z tych tysiąclatek.

                    Na zajęciach prac ręcznych i wychowania fizycznego plantowaliśmy ziemię wokół szkoły, sadziliśmy drzewka i sprzątaliśmy teren po budowie. Porównania nauki w „barakach” i nowej klasie to jak dzień i noc. Wszystko nowe, pachnące farbą; przestronne, jasne klasy i hole. Apele szkolne odbywały się w nowym budynku, a przedtem na placu przy szkole. Pamiętam dzień, w którym dostaliśmy telewizor. Stał on w świetlicy w specjalnej szafie zamykanej na klucz. W szkole był dobrze wyposażony gabinet dentystyczny, dyżurował lekarz i pielęgniarka. Muszę wspomnieć również o fakcie dla nas najważniejszym: w nowej szkole chodziliśmy w kapciach, a buty stały na korytarzu pod ławką.  Przewinienia, takie jak pobicie kolegi były surowo karane – linijką lub wskaźnikiem po rękach, a słynął z tego pan B. Mucha, który był pod tym względem postrachem całej szkoły.  

                  „Trójkę” ukończyłem w 1968 roku. Do niej uczęszczały również moje dzieci.

                                                                                               Kazimierz Sieinski - absolwent roku z roku 1968

          *

                       Wspomnienia są zawsze piękne i wzruszające. Szkoła podstawowa pozostawia ich bez liku. Jest to bowiem okres, w którym  wszystko jest nowe, ciekawe i bardzo prawdziwe. To, co przekazali nam wychowawcy i nauczyciele w pierwszych latach nauki, było i jest nadal najważniejsze, najmądrzejsze i bardzo praktyczne. Z rozrzewnieniem i łezką w oku wspominam wszystkich nauczycieli uczących w Szkole Podstawowej nr 3 w latach sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych.

                     Już pierwszy dzień w szkole, tj. 1 września 1963 roku był niezapomniany i dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam. Po przywitaniu nas przez wspaniałą, cudowną Panią Kierowniczkę Alojzę Fiedor, otrzymaliśmy po jednym zeszycie, ołówku i gumce. Dla mnie był to ogromny skarb, a jednocześnie zobowiązanie, że w zamian  należy dobrze, a właściwie bardzo dobrze wywiązać się z obowiązków ucznia.

                     I tak się zaczęło. Kiedy doszliśmy do klasy piątej, rozpoczęła się trudna przeprawa z językiem rosyjskim. Niewielu było takich, którzy radzili sobie bez problemów. Nasza Pani – Anna Skalska, którą wszyscy nazywaliśmy „Babcią” (z racji wieku) była nauczycielką bardzo wymagającą. Zawsze przed lekcją języka rosyjskiego klasa stawała na baczność i głośno witała „Babcię” – „Zdrawstwujtie Anna Wiktorowna Skalska!”. I to przywitanie miało ogromny wpływ na moje spotkanie z Panią Anną po wielu latach. Lubiliśmy Ją bardzo, potrafiła pogrozić swoim „kijkiem”, a jednocześnie przytulić, kiedy zaszła taka potrzeba. Mimo że była osobą starszą, raczej drobną, chodziła zawsze szybkimi kroczkami. Energii miała w sobie za dwie, a nawet za cztery „Babcie”. To Ona była reżyserem wielu naszych przedstawień, choreografem układów tanecznych czy autorką naprawdę pięknych wierszy.

                      Pani Anna była świetnym pedagogiem, dobrym  człowiekiem i bardzo inteligentną osobą. Wspominam Ją również dlatego, że po wielu latach, kiedy byłam już dorosłą kobietą, spotkałyśmy się dość przypadkowo. Był rok 1979, może  1980. Pracowałam w Przychodni i pewnego dnia, wychodząc ze swojego gabinetu, zobaczyłam w poczekalni wśród pacjentów Panią Skalską. Ucieszyłam się bardzo. Nie namyślając się długo, stanęłam przed Nią na baczność i wyrecytowałam: „Dzień dobry, Anna Wiktorowna Skalska”. Pani Anna popatrzyła na mnie i po sekundzie zastanowienia powiedziała:  „Teresa - ty nie jesteś już na lekcji rosyjskiego!”. A ja, trochę zawstydzona obecnością innych pacjentów, odparłam: „Ależ Pani Anno -  i tak, dzięki Bogu, nie powiedziałam tego po rosyjsku”. Był śmiech, były uściski, wspomnienia i łzy wzruszenia.

                                                                    Teresa Kirkowska – Pomostowska – absolwentka z roku 1971

          *

                       Dzień 1 września jest dla każdego dziecka szczególnym przeżyciem, albowiem jest to  dzień rozpoczęcia nauki w szkole. Kiedy ja stawiałam pierwsze kroki w Szkole Podstawowej nr 3 w Drezdenku (a było to w roku 1966), nie miała ona jeszcze imienia. Dziś patronuje jej Henryk Sienkiewicz.

                      Nauka szła mi różnie - raz było gorzej, raz lepiej.  Dyrektorką wówczas była Pani Alojza Fiedor - wspaniała kobieta. Mile wspominam także innych nauczycieli.  Ta, która nauczyła mnie czytać i pisać to Pani Barbara Ostałowska. Pamiętam też innych -  panie Krystynę Świerczyńską, Bożenę Dukaczewską, Irenę Wojas, Halinę Skibę, Marię Tomalę, Teresę Nowak, Halinę Staniak i Mariannę Piasecką, a także panów: Ryszarda Maślińskiego, Stanisława Sobieraja, Bogdana Muchę. Klasy były liczne, po 30 - 40 uczniów w jednej. Bardzo mile wspominam chwile spędzone z koleżankami. W szkole działały różne kółka i organizacje, np. SKS, ZHP.  Należałam wówczas do nich.

                      Pamiętam, że w szkole mieliśmy gabinet dentystyczny, lekarski, działał też uczniowski sklepik. Można w nim było kupić za 2 złote ogromne szneki, które tak mocno mi utkwiły w pamięci.

                   Od tamtych czasów szkoła bardzo się zmieniła. Dawniej było wokół niej dużo miejsc porośniętych trawą, krzewami, zaroślami. W późniejszych latach mojej nauki zagospodarowano ten teren. Zatrudniano nas do różnych prac, miedzy innymi do równania terenu, zbierania kamieni na fontannę, która stoi do dziś oraz do pomocy przy rozbudowie boiska.  

                 Często wracam myślami do Szkoły i wspominam nauczycieli i kolegów, których mam uwiecznionych na fotografii z 8 klasy.

                                                                            Ewa Łepkowska, z domu Bawer - absolwentka z roku 1974

          *

                      Do Szkoły Podstawowej nr 3 w Drezdenku uczęszczałem w latach 1973 – 77,  jako uczeń klas 4 – 8.  Wszystkich nauczycieli wspominam z sympatią, ponieważ doskonale przygotowali całą moją klasę do dalszej nauki w szkole średniej oraz ciekawie organizowali pracę wychowawczą. Miło wspominam szczególnie przejrzyste i konkretne lekcje matematyki pani Staniak oraz rozprawki zadawane mi przez panią Piątek. Ponadto imponowało mi to, że  mogłem prowadzić z koleżanką lekcje chemii.  Miałem dość szerokie zainteresowania (historia, biologia, język rosyjski) i zwykle z tych przedmiotów miałem lepsze oceny, później musiałem więcej czasu poświęcić na język polski, ponieważ przygotowywałem się do olimpiady z tego przedmiotu.

                    Z okresu mojej nauki w „Trójce” zapamiętałem wiele sytuacji i zdarzeń wesołych, humorystycznych.  Pamiętam, jak jeden z moich kolegów otrzymał polecenie od dyrektora: „Wynieś kosz na śmieci”. Zrozumiał to dosłownie i na śmietniku  pozostawił zarówno śmieci, jak i kosz.  Ponadto pamiętam, jak moja wychowawczyni, bardzo sympatyczna pani Halina Skiba, połamała na mnie wskaźnik. W pamięci utkwiła mi też budowa boiska, którego lokalizacji nie ustalono, toteż kamienie na to boisko przenosiliśmy coś z dziesięć razy.

                      Z humorem wspominam sytuacje, gdy autobus dowożący nas z Bielic do szkoły nie przyjeżdżał, co zdarzało się dosyć często i wtedy całą gromadą ruszaliśmy pieszo do szkoły, dochodząc zwykle na trzecią lekcję. Kiedyś moja polonistka, pani Jadwiga Małecka - Piątek wywołała mnie z jakiejś lekcji i kazała prowadzić lekcję w klasie czwartej. Miałem zgodnie z konspektem przeprowadzić dyktando i ocenić je. Tak mi się to spodobało,  że po latach sam zostałem nauczycielem języka polskiego.

                                                                                                           Ryszard Szydełko - absolwent z roku 1977

          *

                        Szkołę Podstawową nr 3 w Drezdenku ukończyłam w 1989 roku. Przeglądając skoroszyt z dokumentami i świadectwami szkolnymi znalazłam życiorys, który był dołączony do podania o przyjęcie do szkoły średniej. Ośmioletni pobyt w „podstawówce” został podsumowany dwoma zdaniami. Dotyczą  one mojej przynależności do samorządu klasowego i kółek zainteresowań, między innymi kółka historycznego prowadzonego przez panią Piątek i fizycznego prowadzonego przez pana Tyranowicza. Uczestniczyłam też w kilku olimpiadach i zawodach sportowych, nie zawsze z najlepszym rezultatem. Najmilej wspominam jednak koleżanki i kolegów. Na pewno dziś jest wiele między nami różnic, ale łączą nas wspólne przeżycia, każdy z nas wspomina wagary, w czasie których bawiliśmy się przy ognisku w lesie, mimo że zapłaciliśmy za nie obniżonym sprawowaniem i rozwiązywaniem stu równań z dwiema niewiadomymi. Najbardziej zapamiętałam jedną z akademii z okazji Dnia Nauczyciela. Brały w niej udział przedszkolaki, które miały wykonać taniec ludowy przy akompaniamencie adapteru. Przy każdym mocniejszym tupnięciu dzieciaków drżała podłoga sceny w „Papierni”, a igła adapteru przesuwała się. W rezultacie dzieci powtarzały cały czas pierwsze figury tańca. Pamiętam przerażenie wszystkich osób stojących za kurtyną. Gdyby ktoś nie wyłączył adapteru, zdezorientowane przedszkolaki tańczyłyby pewnie do dziś.

                       W szkole muszą być nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. Na ogół pamięta się tych, których się najbardziej lubiło i tych, którzy byli największym postrachem. Moją „pierwszą panią” była pani Teresa Szydełko, nasza wychowawczyni przez pięć pierwszych i chyba najważniejszych lat. Cenię ją przede wszystkim za bezstronność i obiektywizm, za to, że w naszej klasie nie było lepszych i gorszych dzieci, za to, że poświęcała nam wiele swojego prywatnego czasu. Pamiętam niezadowolenie wszystkich, gdy zmieniono nam wychowawcę. Z sympatią wspominam również panią Prokop, panią Piątek, pana Tyranowicza i panią Wysocką.

                    Myślę, że szkoła podstawowa jest jednym z najważniejszych etapów w życiu człowieka. Tutaj kształtujemy swoją osobowość, wdrażamy do późniejszego, dorosłego życia. Powinna więc ona poświęcić uczniowi wiele czasu, okazywać zainteresowanie nim. Uważam, że ja właśnie do takiej szkoły trafiłam, z czego się niezmiernie cieszę.

                                                                                                         Ewa Tabor – absolwentka z roku 1989

          *

                      Szkołę Podstawową nr 3 w Drezdenku ukończyłem z wyróżnieniem w 1989 roku. Wychowawcą moim była pani Irena Wojas. Pięknie pisać i wysławiać się uczyła mnie pani Jadwiga  Piątek. Pani Janina Poźniak „gnębiła” nas z biologii, zaś wychowanie fizyczne mieliśmy z panem Sławomirem Wojciuszkiewiczem. Często mówił nam o pięknej budowie ciała, sile. Na pewno dzięki niemu właśnie nabrałem chęci do ćwiczeń siłowych. Trenując systematycznie od klasy 7  zdobyłem po 4 latach tytuł wicemistrza Polski w podnoszeniu ciężarów. Mój sukces jest po trosze sukcesem pana Wojciuszkiewicza, który wdrażał mnie od najmłodszych lat do ćwiczeń.

                     Swoją pierwszą szkołę wspominam mile. Często idę na spacer, by choć przez chwilę popatrzeć na swoją starą „budę”.

                                                                                                              Maciej Jakowczuk -  absolwent z roku 1989

          *

                     Uczennicą Szkoły Podstawowej nr 3 byłam w latach 1986-1995. Uczyło mnie wielu nauczycieli i nie chciałabym wymieniać wszystkich, ponieważ lubiłam każdego. Szczególnie mile wspominam panią Jadwigę Piątek z jej szczególny wkład w życie szkoły. Pani Piątek była dla mnie drugą Matką. Uczyła nas kochać ludzi, pomagać innym, cieszyć się i smucić.

                         Wspomnienia związane ze szkołą podstawową są przyjemne. Łączą się z dzieciństwem, a „dzieciństwo to zatarta moneta, która dźwięczy czysto” (T. Różewicz). Z sentymentem oglądam stare zeszyty opatrzone czerwonymi notatkami. Pomimo ciągłego braku czasu staram się odwiedzać czasami przyjaciół z „podstawówki”. Brakuje mi dawnych koleżanek i znajomych. Ze wstydem muszę stwierdzić, że dopiero teraz dostrzegam, ile zawdzięczam pracującym tu Nauczycielom. Oni to nieustannie starali się dobrze nas przygotować do nauki w szkole średniej, chociaż my nie zawsze to docenialiśmy. Teraz zaczynam rozumieć, jak ważna jest w życiu nauka i wykształcenie.  Miło wspominam także liczne zabawy i imprezy organizowane w Szkole. Do dziś dokładnie pamiętam kształcące wycieczki do teatru czy opery, które organizowała Wychowawczyni. Chciałabym choć na chwilę powrócić do tamtych czasów. Nigdy nie zapomnę wspaniałych rajdów harcerskich, blasku ogniska,  piosenek i dobrej zabawy.

                                                                                             Beata Michalska – absolwentka z roku 1995